sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 2

Perspektywa Hope
Wsiadłam na rower i ruszyłam do szkoły. 1 dzień w nowej szkole trochę mnie przerażał ale w końcu raz kozie śmierć. Jechałam słuchając muzyki, kiedy jakaś limuzyna przejechała koło mnie, mocząc mnie. Wkurzyłam się, ale nie zamierzałam wracać teraz do domu w końcu w plecaku miałam rzeczy na przebranie. Pojechałam do szkoły na skróty, które pokazał mi wujek. Dojechałam pod samą szkołę. Zsiadłam z roweru i zaczęłam go przypinać do miejsca na rowery, które było puste.
- Nowa?- spytała się uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczyna w lokach.
- Aż tak to widać?- spytałam biorąc plecak z koszyka.
- Nie, nie widać tak bardzo, ale przyjechałaś tu rowerem. Tak w ogóle jestem Danielle- wyciągnęła w moim kierunku dłoń
- Hope- powiedziałam i uścisnęłam jej dłoń
- Tak ogólnie to, czemu jesteś mokra
- Jakaś limuzyna mnie ochlapała. Wskazałabyś mi łazienkę to bym zmieniła te ubrania.
-Jasne- powiedziała i złapała mnie pod rękę i doprowadziła mnie toalety. Szybko się przebrałam w kolorową spódnice z sławnymi motywami, natomiast bluzkę pod moją kurtką była sucha, więc nie zamierzałam jej zmieniać. Mokre ubrania schowałam do szafki, którą pomogła mi znaleźć Danielle. Zadawała mi masę pytań starałam się na każde z nich odpowiedzieć. Polubiłam ją była tak wesoła i zabawna. Zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcje, czyli biologie. Weszłyśmy do sali wzięłam podręcznik od nauczycielki. Usiadłam razem z Dan. Lekcja się zaczęła. Po 10 minutach wparowało kilka osób. Powstało małe zamieszanie, ale zaraz się uspokoiło. Teraz kobieta zaczęła pytać. Trafiła na chłopak, który spał. Chłopak odpowiedział jakąś bzdurę sennie, przez co dostał 1 i wyszedł.
-Czy nikt w tej klasie nie zna odpowiedzi na to pytania?- wykrzyczała nauczycielka, po kilku minutach ciszy.
- Ja znam- powiedziałam podnosząc rękę. Kobieta tylko wzrokiem kiwnęłabym wstała i powiedziała, co wiem- To jest genetycznie zmodyfikowane DNA człowieka. Pod wpływem promieni gamma.
- Siadaj. 5 Hope- powiedziała uśmiechając się.
- Hahaha, co to w ogóle jest za imię Hope? – zaśmiał się ktoś z tyłu klasy.
- eee, a Queen co to za imię- odgryzła się za mnie nauczycielka.
Lekcja trwała jeszcze chwile, po czym zadzwonił dzwonek. Czyli kolejna lekcja matematyka. W sumie to siedziałyśmy tam z Dan i udawałyśmy, że coś robimy. I znów podobna scena chłopak czegoś nie u mnie i wychodzi z klasy, tylko tym razem rozbawiając wszystkich po drodze. Nadeszła pora lunchu stanęłam, wzięłam tackę i ustawiłam się w kolejkę. Położyłam sobie na nią sałatkę.
- 5 funtów- powiedziała kucharka
- Jeszcze ten jogurt, poproszę – powiedziałam wskazując na niego za nią.
W sumie rzuciła mnie ostatnim.
- 7 funtów – powiedziała ledwo, co słyszalnie.
- Proszę i życzę miłego dnia – wyciągnęłam portfel z plecaka i poddałam pieniądze. Uśmiechnęła się.
- Kurczę, a miałem ochotę na ten jogurt – powiedział ktoś za mną. Chciałam się obejrzeć i zobaczyć, kto to, ale Danielle już mnie ciągnęła do stolika. Kontem oka tylko zauważyłam dość niskiego chłopak w dużych okularach i szelkach. Usiadłam z Dan przy takim małym okrągłym stoliku.
- Hope czas przedstawić Ci zasady tej szkoły- powiedziała nagle Dan.
Odstawiłam moją sałatkę i zaczęłam się wsłuchiwać.
- To tak na szybko nie zadzieraj z tamtymi osobami. – wskazała na całą "scenę"
-Ta brunetka, która dzieli się z blondynem kluską to Queen, a on to Niall, są razem. Chłopak, który coś zlizuje z dziewczyny ręki to Louis, ona Eleaonr też są razem. Ten po lewo od nich to Zayn, w lokach to Harry, a czytający książkę to Liam. Thomas to tam ten on się kocha w Queen - wskazała na chłopaka, który próbował skakać ze sceny na deskorolce, ale po którymś nieudanym razie zrezygnował i usiadł koło Queen,
- A co mi zrobią?- spytałam się kończąc moją sałatkę
- Zniszczą Ci życie. – powiedziała całkowicie poważnie mimo wszystko, wybuchnęłam śmiechem. Zniszczą życie. Mogą próbować, ale bardziej się nie da.
- Czy ktoś ma z moją osobą jakiś problem, że rzuca w mnie ogórkiem?!- krzyknęła na cały głos Queen. Cała stołówka zamilkła. Dziewczyna szybko wyszła, a za nią ta druga. Reszta jej ekipy wstała i zaczęła podchodzić do niektórych stolików. Szybko rozejrzałam się po stołówce. Znalazłam wzrokiem winnych temu zajściu. Byli to tak zwani kujni rozpoznałam tam chłopak, który chciał jogurt.
- Dan co się stanie jak znajdą winnego?- spytałam szykując powoli plan w mojej głowie
- Pobiją go trochę- rzekła z udawanym spokojem, lecz nutką leku. Jak by się bała, że jej coś zrobią- a co?
Nie odpowiedziałam jej. Nałożyłam plecak na ramię, zabrałam serek i podeszłam do chłopaka w okularach.
- Hej. Przypomniałam sobie, że chciałeś jogurt, ale Ci tak jakby wykupiłam przed nosem.- mówiąc to wskazałam głową na wyrzutnię i plecak. Szybko zrozumiał, o co mi chodzi i wpakował wyrzutnie.
- Hej. W sumie to chciałem dla kolegi, który siedzimy przy tamtym stoliku.
Kiwnął głową na stolik, który był już sprawdzany. Podeszłam tam, już widzieli, że mam coś w plecaku dla nich, dlatego wyciągnęli nie zauważalnie. Usłyszałam chrząknięcie zasobem. Odwróciłam za mną stał ten chłopak w lokach.
- Słucham?
- Co tutaj chciałaś?


- Przyszłam dać jogurt – powiedziałam uśmiechając się. On tylko schylił się nad tym chłopakiem i coś mu szepnął do ucha. Chłopak spiął się i pokiwał głową na mnie. Wyjął książkę i zaczął czytać.
- Chyba on już nie ma ochoty na niego – rzekł podając mi go.
- Na pewno nie chcesz
- Na pewno – odpowiedział i powrócił do czytania książki.
Ominęłam Harr’ego, jeśli pamięć mnie nie myli i wróciłam do Danielle.
-Miałaś nie zadzierać z nimi- powiedziała zjadając mój jogurt, uśmiechnęłam się na ten widok nie wiem, czemu ale polubiłam tą dziewczynę z całego serca.
- Nic mi się nie stało – powiedziałam i wyrzuciłam pojemnik po sałatce do śmietnika, który był za mną. Chwile pogadałyśmy i poszłyśmy na w-f. Trener podał mi strój zawinięty jeszcze w opakowanie. Przebrałam się szybko, a włosy spięłam w kucyka. Zaczęliśmy rozgrzewkę.
- Hope pójdź po piłkę do siłowni- krzyknął trener rozkładając siatkę.
Weszłam do siłowni siedziałam tam całe paczka.
- Czekaj Ty tu chcesz?- warknął na mnie mulat
- Przyszłam po piłkę – powiedziałam wskazując na nią. Stanęłam na palcach i starałam się dosięgnąć jej, ale nie mogłam.
-Może Ci pomóc? –spytała się ten sam chłopak, z którym zamieniłam kilka słów na stołówce.
- Nie
Jakimś cudem udało mi się sięgnąć. Szybko wyszłam stamtąd. Rozpoczęliśmy mecz. Schyliłam się na chwile zawiązać buta. Czułam, że ktoś mnie obserwuje, ale widziałam, że to nie dorzeczne. W-f skończył się dość szybko. Remisem.
-Podwieźć Cię do domu?- spytałam się klepiąc w bagażnik roweru.
-Jasne - odpowiedziała mi z uśmiechem
Jechałyśmy na nim razem. Wybuchnęłyśmy śmiechem widząc paczkę div kłócących się o coś na środku chodnika

.  Wyminęłyśmy ich zgrabnie. Odwiozłam Dan pod sam dom. Po czym ruszyłam do mojego, który był spory kawałek dalej.



4 komentarze:

  1. ŚWIETNE! czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski czekam na next , kiedy będzie następny? :D

    OdpowiedzUsuń